poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 2

Beep, beep, beep...

Znowu ten denerwujący dźwięk budzika! Wyciągnęłam rękę spod kołdry i wyłączyłam ten szatański przedmiot. Nie miałam wyjścia, usiadłam i spuściłam nogi na ziemię. Gdy poczułam grunt pod nogami, wstałam przecierając oczy. Sądzę, że to nie będzie zbyt dobry dzień. Na krześle zobaczyłam jakieś ubranie. Gdy się tak porządnie przyglądnęłam to ustaliłam, że to mundurek szkolny. Biała bokserka, czerwono-czarna koszula w kratę i granatowa spódniczka. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej brązowe rurki. Spodnie i górną część mundurka wzięłam do ręki, po czym weszłam do łazienki.

Po wykonaniu porannych czynności, wzięłam z pokoju czarną, nie za dużą torbę. Wrzuciłam do niej kilka przedmiotów, to znaczy piórnik, notes, blok, telefon, słuchawki i pomadkę. Więcej mi nie jest potrzebne. Zeszłam na dół, gdzie przy stole siedziała ciocia i Toshiro.

- Cześć wam - powiedziałam siadając przy stole.
- Dzień dobry kochanie. Masz twoje śniadanie. - Ciocia podała mi talerz z jajecznicą.
- A gdzie masz spódniczkę? Nie pamiętam, żebym zostawiał ci spodnie - zapytał ze zdziwieniem. 
- Nie zostawiłeś mi spodni. Nie chodzę w spódniczkach i nic z tym nie zrobię - wzruszyłam rękami.
- I tak będziesz musiała.
- Nic nie muszę.

Później w ciszy skończyliśmy jeść resztę posiłku. Razem z Toshirem wstaliśmi i odnieśliśmy talerze do zmywarki. Po czym ubierając się i biorąc torby wyszliśmy z domu. Doszliśmy do ogromnego garażu. Widziałam tam jakąś maszynę przykrytą czarną płachtą.

- Mogę zobaczyć? - wskazałam na to coś.
- Jasne - uśmiechnął się do mnie.
- Dzięki - podeszłam do płachty i ją ściągnęłam z motoru. Jak się okazało, była to Yamaha YZF-R1. - Wow. Skąd go masz?
- Jest mój. Kupiłem go niedawno.
- I czemu tu stoi?
- Jest zepsuty. Nawet mój kolega nie umiał go naprawić.
- A co się stało?
- Czemu się pytasz? - zapytał ze zdziwieniem.
- Odpowiedz- wysłałam mu ponaglający uśmiech.
- Nie wiem. Nie umiał znaleźć uszkodzenia.
- Będę mogła sprawdzić?
- To ty się na tym znasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- A ty, to co? Z choinki się urwałeś?
- Rzadko kiedy spotykane, aby dziewczyny znały się na mechanice.
- Uraziłeś moją dumę. Powiedzieć ci coś?
- No... - Z tego co zauważyłam, to był bardzo ciekawy.
- Stoi przed tobą najlepszy mechanik Los Angeles.
- Kpisz sobie ze mnie?
- Jak chcesz będziesz mógł się o tym przekonać. Naprawię ten motor. Za niedługo przyjedzie do mnie w odwiedziny kolega, on będzie mógł to potwierdzić.
- No dobra. Ale chyba tylko cud będzie mógł uratować ten motor.
- Mam takie pytanie. Jedziesz gdzieś teraz?
- Za chwilę przyjadą po mnie koledzy.
- Będę mogła pożyczyć twój samochód?
- Masz dopiero 17 lat - stwierdził ze zdziwieniem.
- A ty 20. I co? Mogę? - popatrzyłam na niego prosząco.
- No dobra, ale jeśli coś mu się stanie, to...
- Wróci w całości. Daj kluczyki.

Toshiro niechętnie podał mi kluczyki do auta.  W tym samym momencie usłyszeliśmy klakson. Toshiro wyszedł, jak się nie mylę, to do swoich kumpli. Ja w tym czasie weszłam do auta i rzuciłam torbę na siedzenie pasażera. Wchodząc poczułam woń męskich perfum. No tak, w końcu to auto chłopaka. Skrzywiłam się. Wyjechałam i jak tylko to zrobiłam, auto zgasło.

- Boże, tylko nie to - mruknęłam pod nosem.

Wyszłam z samochodu i otworzyłam przednią klapę. Unosił się ze środka dym. Szukałam przyczyny zatrzymania się auta. Usłyszałam także ciekawą rozmowę na mój temat.

- Co ona robi? - zapytał, jak się nie mylę czarnowłosy chłopak.
- Jakbyś nie zauważył, naprawia samochód - powiedział Toshiro.
- I myślisz, że jej się to uda? - zapytał kpiąco.
- Kto wie? Raczej tak.
- Zakład? - wyciągnął przed siebie dłoń.
- Zakład. - I mój brat ją uścisnął.

Nie powiem, trochę mnie to wkurzyło. No, bo kto normalny tak się zachowuje względem osoby, którą dopiero wczoraj poznał. W końcu znalazłam przyczynę. Jeden z korków nie był do końca zakręcony. Odwróciłam się do chłopaków.

- Niech twój mechanik do mnie zadzwoni. Jak można być tak ślepym - zironizowałam.

Weszłam do samochodu  i odjechałam. Zauważyłam jeszcze zdziwione spojrzenie trójki chłopaków.

~.~.~.~.~.~.~Z punktu widzenia Sasuke ~.~.~.~.~.~.~

- O co jej chodzi z tym mechanikiem? - byłem całkiem zdezorientowany.

Dziewczyna naprawiła ten samochód! A potem powiedziała coś o mechaniku. Czemu ma do niej zadzwonić i dlaczego jest niby taki ślepy?

- Eee... No pewnie chodzi o to, że ona chce nagadać Sai'owi - powiedział równie zdziwiony Toshiro.
- Kto to w ogóle jest i czemu jej dałeś swój samochód? - zapytał się Neji.
- No cóż... Jest to moja przyszywana siostra. Znaczy w sumie to kuzynka. Jej rodzice zmarli i moja mama postanowiła się nią zaopiekować. Z tego co zrozumiałem, to ona miała całkiem wybujałą młodość w Los Angeles - było widać, że się skrzywił. Ciekawe czemu?
- Można jaśniej? - zapytałem dość ciekawy.
- Co za różnica? I tak będziesz się od niej trzymał z daleka. Nie będziemy wciągać w to kolejnej osoby! - spojrzał na mnie wrogo.
- Kto wie?
- W każdym razie, dlaczego dałeś jej swój samochód? - Neji jak zawsze wiedział, że za chwilę mogłoby dojść do kłótni.
- A czy to ważne?
- Tak. Nigdy nie dawałeś auta żadnej dziewczynie.
- Powiem wam tylko tyle, że jestem pewny, że temu autu nic się nie stanie. Nawet jeśli by tak było, wróci w takim stanie, jaki był. Uwierzcie mi.
- Przecież nawet jej nie znasz! - stwierdziłem.
- Wiem - powiedział i wsiadł do auta. - Jedziemy. Nie będziemy marnować czasu na takie coś. Mamy robotę.
- Spoko - wsiadłem za kierownicę i odjechaliśmy.

Ciągle zastanawiałem się, o co chodziło Toshiro. Ta laska jest coraz bardziej interesująca i z tego co zauważyłem, to nawet ładna. Ale nie o to chodzi. Nie lecę na wygląd. Dziewczyna musi mieć to coś. Od czterech lat nie miałem dziewczyny i na razie nie zamierzam mieć, z wiadomych powodów.

~.~.~.~.~.~.~ Z punktu widzenia Toshiro ~.~.~.~.~.~.~.~

Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. Cały czas patrzyłem uważnie na Sasuke. Na jego twarzy widziałem chytry uśmiech, co nie wróżyło niczemu dobremu. Pewnie chodzi o Sakurę. A niech to szlag! Że też musiał się nią zainteresować! Nie mogę dopuścić do ich spotkania. Nie może jej się nic stać. Może i nie znam jej, ale wiem, że nie mogę pozwolić, aby ją skrzywdzono. Co do mojego auta, to jestem pewny, że nic mu nie będzie, w końcu Sakura, to mechanik.

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 1

Szczerze przyznam, że przyjazd do cioci, był najlepszą rzeczą, jaką mogłam zrobić. Ciągle żyłam pod presją, nawet nie wiem dlaczego. Teraz czuję się jakoś inaczej. Nie wiem jak to określić. Wiem tylko, że jak żyłam w moim starym domu ciągle miałam koszmary i przypominałam sobie o rodzicach. Wszędzie chodziłam nie wyspana, cały czas spóźniałam się.

Czuję jednak, że to się nie zmieni, że nie da się tak po prostu tego wymazać z pamięci.

No dobra, ale tak powróćmy do rzeczywistości. Tak więc, siedzę teraz w samolocie i jadę prosto z Los Angeles do Tokio. Nienawidzę samolotów, źle mi się kojarzą. Nie wiem czemu, po prostu ich nie lubię. Ciągle słyszę tylko o różnych katastrofach lotniczych.

Lądujemy. Czyż to nie dziwne? Jadę do całkiem nowego miasta, w którym znam jedynie ciocię, nawet kuzyna nie znam, a w ogóle się nie boję.

Czekam na lotnisku na jakąkolwiek taksówkę, gdy nagle słyszę, jak ktoś woła moje imię. Odwracam się i rozglądam. Widzę pełno ludzi, a wśród nich jednego chłopaka, czerwonowłosego, który jak się nie mylę biegnie w moim kierunku. Tak więc postanowiłam na niego zaczekać i nie marnować czasu na szukanie taksówki.

- Ymm... Hej. Ty musisz być Sakura Haruno - powiedział z uśmiechem i podrapał się z tyłu po głowie.
- Ee... A ty... - zapomniałam jego imienia.
- Toshiro...Toshiro Haruno.
- A tak. - Walnęłam się w czoło. - Zapomniałam, przepraszam.
- Nic się nie stało. To co jedziesz ze mną?
- Chyba nie mam wyboru.

Poszliśmy do jego auta. Toshiro włożył moje walizki do bagażnika, po czym wsiedliśmy do auta. Już po kilku sekundach można było zobaczyć jego auto pędzące przez ulice z nami w środku. Po 10 minutach przejechanych w ciszy, którą zakłócało głośno puszczone radio, byliśmy w domu. Jak tak przyglądałam się jego jeździe, to mogłam zauważyć na liczniku, że te auto może jeździć nawet 300km/h. A to co teraz robił, to normalnie przechodziło ludzkie granice. Jechał normalnie według przepisów! Czy ja wyglądam na idiotkę? No sorry, ale ja nawet zdając na prawo jazdy jechałam szybciej. :/

Tak więc teraz właśnie zatrzymał auto przed domem, którego śmiało mogłam nazwać willą. Nie zdziwił mnie taki widok, ani trochę, gdyż w Los Angeles mieszkałam z kumplami w jednym wielkim budynku, chyba nawet większym niż ten.

- Jesteśmy. - Posłał mi uśmiech, którego ja niestety nie umiałam odwzajemnić.
- No przecież widzę. Jeszcze ślepa nie jestem. :/
- A coś ty taka nie miła?
- Człowieku, nie znam cię! - powiedziałam z ironią.

No cóż, taka była prawda. Tak na serio to wiedziałam tylko jak ma na imię i nazwisko. Ciocia mi mówiła, że jak byliśmy mali, to się razem bawiliśmy. No przepraszam, ale tego to ja nie pamiętam. Z resztą nie ważne. Toshiro postanowił się już nie odzywać i otworzył mi drzwi, po czym przepuścił, abym weszła pierwsza. Z ciocią miałam jako taki kontakt, więc mogłam sobie pozwolić na choć odrobinę czułości. Już w drzwiach kobieta postanowiła mnie naskoczyć (w dosłownym znaczeniu tego słowa) i mnie mocno uściskała.

- Tak się cieszę, że tu jesteś!
- Tak ciociu, ja też się cieszę. Udusisz mnie. Chciałabym się iść rozpakować i położyć spać. Jestem strasznie zmęczona.
- No dobrze. Toshiro pokaże ci twój pokój.
- Ok.

Razem z Toshiro skierowaliśmy się do góry. To znaczy on szedł z przodu, a ja za nim.

- Tu jest twój pokój. - pokazał mi palcem jedne z kilku drzwi.
- A twój ? - zapytałam się go. No, bo jak będę miała jakiś problem, to co wtedy?
- Na przeciwko. Zapomniałbym ci powiedzieć, że jutro idziesz do szkoły.
- Serio ? Jest 16. I dopiero teraz mi to mówisz?! - skrzyżowałam ręce.
- Zapomniałem no.
- Dobra, idę się rozpakować.

Weszłam do pokoju. Cóż mogłam stwierdzić, że jest to pokój takiej zwykłej nastolatki, czyli nie dla mnie. "Już za niedługo się to zmieni." Na mojej twarzy pojawił się chytry uśmiech. Rozpakowałam się. Nie zajęło mi to dużo czasu, gdyż nie mam za dużo rzeczy. Jak otwierałam szafę, była już prawie cała zapełniona. A w niej pełno sukienek i spódniczek. Przecież ciocia wie, że nie noszę takich rzeczy! No cóż. Nie mam jej tego za złe. Gdy się upewniłam, że nikt mnie nie podsłuchuje, wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Yoichi'ego.

- Cześć Mała!
- Cześć! Musisz tu przyjechać!
- Co się stało? - mogłam usłyszeć jego śmiech.
- Mam pokój jasno fioletowy! To się stało!
- Mam rozumieć, że czeka cię remont pokoju?
- Tak jakby. Wystarczy zrobić wszystko ciemniejsze i będzie dobrze.
- No dobra, to kiedy zamawiasz mi samolot?
- Ha ha ha, bardzo śmieszne.
- No, to teraz powiedz mi twój prawdziwy powód naszej rozmowy - powiedział stanowczym głosem.
- Ale na serio, to też muszę zrobić. A druga sprawa to taka, że potrzebuję plan Tokio, a i najlepiej moje narzędzia! Tęsknię za nimi!
- Serio? A za mną nie?
- Ty to co innego.
- Wiesz, co obraziłem się na ciebie.
- Uu... Jakie to romantyczne.
- Ani trochę.
- Oj tam. To jak, odwiedzisz mnie tu kiedyś?
- Muszę najpierw wykonać pozytywnie jakąś akcję. Jak myślisz uda mi się?
- Jeszcze pytasz.
- Ha, wiedziałem. Jestem bossę. Nikt nie ma ze mną szans!
- Czyżby?
- No dobra, może się znajdzie taka jedna osoba, która właśnie ze mną rozmawia.
- No właśnie! O to mi chodziło! A tak na serio, to potrzebowałabym ich jeszcze do końca tego tygodnia. To co przylecisz ?
- No jasne. Jakby co, to dzwoń. Pa.
- Pa.

Rozłączyłam się i położyłam na łóżku, z którego po chwili zeszłam, by pójść do łazienki wziąć odprężającą kąpiel.  Po jakiej godzinie postanowiłam wyjść i zejść na kolację. Po zjedzeniu byłam za bardzo zmęczona, żeby jeszcze cokolwiek zrobić. Położyłam się spać.