czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 1

Szczerze przyznam, że przyjazd do cioci, był najlepszą rzeczą, jaką mogłam zrobić. Ciągle żyłam pod presją, nawet nie wiem dlaczego. Teraz czuję się jakoś inaczej. Nie wiem jak to określić. Wiem tylko, że jak żyłam w moim starym domu ciągle miałam koszmary i przypominałam sobie o rodzicach. Wszędzie chodziłam nie wyspana, cały czas spóźniałam się.

Czuję jednak, że to się nie zmieni, że nie da się tak po prostu tego wymazać z pamięci.

No dobra, ale tak powróćmy do rzeczywistości. Tak więc, siedzę teraz w samolocie i jadę prosto z Los Angeles do Tokio. Nienawidzę samolotów, źle mi się kojarzą. Nie wiem czemu, po prostu ich nie lubię. Ciągle słyszę tylko o różnych katastrofach lotniczych.

Lądujemy. Czyż to nie dziwne? Jadę do całkiem nowego miasta, w którym znam jedynie ciocię, nawet kuzyna nie znam, a w ogóle się nie boję.

Czekam na lotnisku na jakąkolwiek taksówkę, gdy nagle słyszę, jak ktoś woła moje imię. Odwracam się i rozglądam. Widzę pełno ludzi, a wśród nich jednego chłopaka, czerwonowłosego, który jak się nie mylę biegnie w moim kierunku. Tak więc postanowiłam na niego zaczekać i nie marnować czasu na szukanie taksówki.

- Ymm... Hej. Ty musisz być Sakura Haruno - powiedział z uśmiechem i podrapał się z tyłu po głowie.
- Ee... A ty... - zapomniałam jego imienia.
- Toshiro...Toshiro Haruno.
- A tak. - Walnęłam się w czoło. - Zapomniałam, przepraszam.
- Nic się nie stało. To co jedziesz ze mną?
- Chyba nie mam wyboru.

Poszliśmy do jego auta. Toshiro włożył moje walizki do bagażnika, po czym wsiedliśmy do auta. Już po kilku sekundach można było zobaczyć jego auto pędzące przez ulice z nami w środku. Po 10 minutach przejechanych w ciszy, którą zakłócało głośno puszczone radio, byliśmy w domu. Jak tak przyglądałam się jego jeździe, to mogłam zauważyć na liczniku, że te auto może jeździć nawet 300km/h. A to co teraz robił, to normalnie przechodziło ludzkie granice. Jechał normalnie według przepisów! Czy ja wyglądam na idiotkę? No sorry, ale ja nawet zdając na prawo jazdy jechałam szybciej. :/

Tak więc teraz właśnie zatrzymał auto przed domem, którego śmiało mogłam nazwać willą. Nie zdziwił mnie taki widok, ani trochę, gdyż w Los Angeles mieszkałam z kumplami w jednym wielkim budynku, chyba nawet większym niż ten.

- Jesteśmy. - Posłał mi uśmiech, którego ja niestety nie umiałam odwzajemnić.
- No przecież widzę. Jeszcze ślepa nie jestem. :/
- A coś ty taka nie miła?
- Człowieku, nie znam cię! - powiedziałam z ironią.

No cóż, taka była prawda. Tak na serio to wiedziałam tylko jak ma na imię i nazwisko. Ciocia mi mówiła, że jak byliśmy mali, to się razem bawiliśmy. No przepraszam, ale tego to ja nie pamiętam. Z resztą nie ważne. Toshiro postanowił się już nie odzywać i otworzył mi drzwi, po czym przepuścił, abym weszła pierwsza. Z ciocią miałam jako taki kontakt, więc mogłam sobie pozwolić na choć odrobinę czułości. Już w drzwiach kobieta postanowiła mnie naskoczyć (w dosłownym znaczeniu tego słowa) i mnie mocno uściskała.

- Tak się cieszę, że tu jesteś!
- Tak ciociu, ja też się cieszę. Udusisz mnie. Chciałabym się iść rozpakować i położyć spać. Jestem strasznie zmęczona.
- No dobrze. Toshiro pokaże ci twój pokój.
- Ok.

Razem z Toshiro skierowaliśmy się do góry. To znaczy on szedł z przodu, a ja za nim.

- Tu jest twój pokój. - pokazał mi palcem jedne z kilku drzwi.
- A twój ? - zapytałam się go. No, bo jak będę miała jakiś problem, to co wtedy?
- Na przeciwko. Zapomniałbym ci powiedzieć, że jutro idziesz do szkoły.
- Serio ? Jest 16. I dopiero teraz mi to mówisz?! - skrzyżowałam ręce.
- Zapomniałem no.
- Dobra, idę się rozpakować.

Weszłam do pokoju. Cóż mogłam stwierdzić, że jest to pokój takiej zwykłej nastolatki, czyli nie dla mnie. "Już za niedługo się to zmieni." Na mojej twarzy pojawił się chytry uśmiech. Rozpakowałam się. Nie zajęło mi to dużo czasu, gdyż nie mam za dużo rzeczy. Jak otwierałam szafę, była już prawie cała zapełniona. A w niej pełno sukienek i spódniczek. Przecież ciocia wie, że nie noszę takich rzeczy! No cóż. Nie mam jej tego za złe. Gdy się upewniłam, że nikt mnie nie podsłuchuje, wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Yoichi'ego.

- Cześć Mała!
- Cześć! Musisz tu przyjechać!
- Co się stało? - mogłam usłyszeć jego śmiech.
- Mam pokój jasno fioletowy! To się stało!
- Mam rozumieć, że czeka cię remont pokoju?
- Tak jakby. Wystarczy zrobić wszystko ciemniejsze i będzie dobrze.
- No dobra, to kiedy zamawiasz mi samolot?
- Ha ha ha, bardzo śmieszne.
- No, to teraz powiedz mi twój prawdziwy powód naszej rozmowy - powiedział stanowczym głosem.
- Ale na serio, to też muszę zrobić. A druga sprawa to taka, że potrzebuję plan Tokio, a i najlepiej moje narzędzia! Tęsknię za nimi!
- Serio? A za mną nie?
- Ty to co innego.
- Wiesz, co obraziłem się na ciebie.
- Uu... Jakie to romantyczne.
- Ani trochę.
- Oj tam. To jak, odwiedzisz mnie tu kiedyś?
- Muszę najpierw wykonać pozytywnie jakąś akcję. Jak myślisz uda mi się?
- Jeszcze pytasz.
- Ha, wiedziałem. Jestem bossę. Nikt nie ma ze mną szans!
- Czyżby?
- No dobra, może się znajdzie taka jedna osoba, która właśnie ze mną rozmawia.
- No właśnie! O to mi chodziło! A tak na serio, to potrzebowałabym ich jeszcze do końca tego tygodnia. To co przylecisz ?
- No jasne. Jakby co, to dzwoń. Pa.
- Pa.

Rozłączyłam się i położyłam na łóżku, z którego po chwili zeszłam, by pójść do łazienki wziąć odprężającą kąpiel.  Po jakiej godzinie postanowiłam wyjść i zejść na kolację. Po zjedzeniu byłam za bardzo zmęczona, żeby jeszcze cokolwiek zrobić. Położyłam się spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz